Skoro już wiesz jak skrzynia wyglądała wewnątrz, to możesz się domyślać jak wygląda na zewnątrz...



Było trochę szlifowania tlenku aluminium, ale skoro już tu jestem, to założyłem jeszcze tarczę listkową na szlifierkę kątową i postanowiłem „oczyścić” krawędzie po formie odlewu- tak by połechtać moje poczucie estetyki.



I myk - szykujemy i podkładzimy.







W związku z tym, że trzeba poczekać aż podkład stwardnieje, postanowiłem szykować co się da, by potem już wkładać gotowe „moduły”. Na pierwszy ogień poszła „nowa” płyta sterująca. Rozebrałem ją, umyłem i wymieniłem wszystkie elementy które zawierał shift kit.







A jak już wysechł podkład to położyłem lakier docelowy. Ma być jakby luksusowo, jak w tym filmie.



Nie martw się - o dzwonie też pamiętałem.



No i znów to nieznośne czekanie - tym razem zacząłem przygotowywać wałek do docelowego włożenia.



I jak już pewnie zauważyłeś na powyższym zdjęciu zdecydowałem się zająć tematem który od siebie możliwie długo odpychałem - podjąłem decyzję czy rozfrezować rowek pod inną pozycję pierścienia tak, by zmieściło się więcej sprzęgiełek w dokupionym bębnie, czy ratować stary, w którym już mieści się więcej tarczek. Podjęliśmy się jednak, z Marcinem, ratowania starego i wyszło całkiem fajnie.



Już wcześniej pomierzyłem też pakiety sprzęgiełek i płytek stalowych tak by zachować odpowiednie luzy. Zdecydowałem się włożyć do obu bębnów po pięć sprzęgiełek - tu posłużyłem się wiedzą z internetu. Zobaczymy czy to był dobry ruch.
Generalnie- niby im więcej tym lepiej, ale zwiększasz też opory wewnętrzne, więc i więcej mocy tracisz. Ważne też jest przeznaczenie skrzyni - tu, poza okazjonalnym używaniem jako mobilnej wytwornicy dymu z opon, nie będzie wyścigów dragowych. Płynna zmiana z lekko podwyższoną odpornością, jak pamiętasz z wcześniejszych stron, była kluczowa.



Posłuchałem też internetów i zamontowałem sprzęgiełka Raybestosa - rzekomo najmocniejsze. Powoli zaczęło się to ładnie składać.



Pewnie zauważyłeś, że używałem, przy maskowaniu obudowy skrzyni, pokrywek od tłoków sterujących taśmami. Zuchwale spisałem oba na straty, ale potem, pokornie, ocynkowałem ten stalowy, bo okazuje się, że nie ma sensu go wymieniać.



Miałem ostateczne składanie zostawić na następną stronę, ale co tam - nie mogłem już wytrzymać. Samo składanie docelowe zaczynam od umieszczenia sprag’a - to jest rodzaj łożyska kierunkowego.



Następnie zakładam governor distributor sleeve (angielska nazwa zdradza do czego służy) i zakładam uprzednio przygotowany wałek (czuję się jak Pan Słodowy).



Uważaj! Należy zachować wysoką ostrożność by nie rozwalić kruchych pierścieni uszczelniających.
Teraz to już z górki - zakładam praktycznie w całości wszystkie bębny, sun gear’y itp. przekładając oczywiście to wszystko nowymi panewkami i nie zapominając o taśmach (no dobra, na początku zapomniałem, musiałem się potem cofać). Nie mam zbyt wielu zdjęć z tej operacji, albowiem poniosły mnie emocje i zacząłem składać jak szalony.



Na końcu zostaje kilka przyjemnych rzeczy, jak przykręcenie pompy, ogona, płyty sterującej, ale i jedna z tych ważniejszych - założenie odpowiedniej płytki kasującej luzy. Ja miałem 2 szt., o różnych grubościach, do swojej dyspozycji i jakoś się udało, ale należy o tym pamiętać przy okazji odbudowy, by się wyposażyć w trochę szerszy wachlarz możliwości. Nie muszę dodawać że ten sumaryczny luz jest kluczowy dla funkcjonowania całej skrzyni?
No to by było na tyle - zostało jedynie dostosować wybierak, który kupiłem, ale był nie do końca do tej skrzyni.